BLOG NIE TYLKO O WNĘTRZACH

Przygotowani na pandemię? Nie sądzę.

Nietypowe objawy

Postanowiłam napisać ten mało wnętrzarski post, by pokazać, jak bardzo nasze państwo jest przygotowane na walkę z pandemią i jak poważnie podchodzi do tematu. Może moja relacja komuś pomoże podjąć inne kroki niż zrobiłam to ja, w momencie, gdy będziecie mieć podejrzenia, że zaraziliście tzw. koroną.

Przeziębiłam się. Niestety objawy owego przeziębienia były na tyle dla mnie nietypowe, że wiele osób zaczęło mnie straszyć, że zaraziłam się Covidem. Pewnego dnia, jedząc swoje ulubione lody, zorientowałam się, że są jakieś nijakie. Nie mogłam zrozumieć, co się stało i dla pewności spróbowałam też innych innych potraw i wtedy dotarło do mnie, że nie czuję absolutnie nic. Ani smaku ani zapachu. Zero.

Kiedy zaczęłam pytać znajomych, czy może kiedyś mieli podobną sytuację, szukając jakiejś prostej recepty na tę przypadłość, w odpowiedzi słyszałam jedynie, że nie, ale… jest to jeden z objawów zakażenia koronawirusem.

Oprócz braku smaku i węchu, bardzo bolały mnie gałki oczne. Taki ból w jednym oku czasem mi się zdarza i po 1-2 dniach przechodzi, a zazwyczaj jest związany z ciśnieniem. Ale po raz pierwszy bolały mnie dwie gałki na raz, więc bardzo mnie to zdziwiło. Po kilku dniach doszły również problemy z oddychaniem i kaszel, więc poziom mojego stresu był już wysoce ponad przeciętny.

Kiedy zaczęłam „internetowo” drążyć temat braku smaku, wszystkie tropy prowadziły do Covida, dlatego postanowiłam zgłosić się do lekarza podstawowej opieki medycznej.

Procedury? A komu to potrzebne?

Zadzwoniłam do przychodni, by skonsultować te objawy z lekarzem rodzinnym, który od razu przekazał moją sprawę sanepidowi w Gdańsku. Od Pani doktor otrzymałam informację, że dnia kolejnego skontaktuje się ze mną ktoś z ze stacji sanitarno-epidemiologicznej i skieruje na badanie. Nie zostałam zapytana, czy mieszkam sama, czy może z kimś, kto również ma  objawy. Nie kazano mi siedzieć w domu, ale sama to zrobiłam z poczucia obowiązku i obawy, że mogę zarażać innych.

Następnego dnia jak na szpilkach czekałam na telefon z sanepidu, ale ten milczał. Nie zadzwonił absolutnie nikt. Minął weekend. Nie chcąc dłużej czekać, postanowiłam sama zadzwonić do sanepidu i zapytać, czy o mnie pamiętają, ale żadnego z 4 czy 5 numerów, które otrzymałam z infolinii NFZ, nikt nie raczył odebrać.

Dzwoniłam nawet na numer, który określony jest jako alarmowy. Nic. Cisza. Nada. Mamy cię gdzieś. Idź zarażaj innych.

W międzyczasie przez cały weekend próbowałam dodzwonić się do rejestracji na pobranie wymazu i po 2 godzinach wiszenia na linii, kiedy już byłam bardzo blisko… telefon mnie rozłączył (dzięki ci T-Mobile za niezawodną jakość połączeń w ostatnim czasie!). Rejestracja była czynna tylko przez 3 godziny, więc ponowne zadzwonienie nie miało już sensu, bo zwyczajnie bym nie zdążyła.

Kolejnego dnia sanepid dalej milczał i nie odbierał, więc stwierdziłam, że muszę jak najszybciej dobić się do rejestracji na badanie i zadzwoniłam z dwóch telefonów na raz, by znów jeden mnie nie rozłączył. Udało mi się dodzwonić. Odebrała Pani, która zadała szereg pytań, m.in. o to, czy straciłam smak i węch oraz czy moja temperatura wyniosła w ostatnich dniach mniej niż 36 stopni. Lekko zdziwiona, odpowiedziałam na obydwa pytania twierdząco, dzięki czemu zakwalifikowano mnie na badanie.

Jak wygląda badanie na Covid-19?

W wyznaczonym dniu udałam się pieszo do punktu Walk-Thru, znajdującego się w Gdańsku przy ul. Bażyńskiego. Przede mną w kolejce były może z 4 osoby. Każda z nich najpierw musiała się zgłosić do rejestracji, a następnie do drugiego okienka na pobranie wymazu.

Bałam się, że będę miała odruch wymiotny, ponieważ dotychczas bardzo źle znosiłam chociażby gastroskopię, a to badanie mi się z nią kojarzyło. Ale nie spodziałam się nawet, że pobranie wymazu z nosa będzie dużo gorsze niż tego z gardła. Nie jestem w stanie stwierdzić, ile trwa samo badanie, ale może ok. kilkunastu sekund na każdą dziurkę w nosie oraz gardło.

Nie można powiedzieć, że jest to bolesne, ale mocno niekomfortowe i powoduje łzawienie oczu. Na szczęście nie trwa to długo, więc da się przeżyć, ale wolałabym go już nigdy więcej nie powtarzać. Po badaniu poinformowano mnie, że sanepid skontaktuje się ze mną w ciągu 3-4 dni, by przekazać wyniki. Po raz pierwszy w tym momencie zostałam poproszona o pozostanie w domu.

Jak się przygotować do badania?

To, czego zabrakło mi przy rejestracji na badanie, to informacja, w jaki sposób się do niego przygotować, a jak się okazuje jest to niezwykle istotne.

Przede wszystkim należy być na czczo i niczego nie pić, a jedynie przepłukać jamę ustną przegotowaną wodą. Jeśli ktoś musi zjeść, należy to zrobić co najmniej 3 godziny przed badaniem. Zdziwiło mnie zatem, gdy zobaczyłam, że ludzie czekający na badanie beztrosko piją wodę, ponieważ ma to wpływ na rzetelność wyniku.

wyczekany telefon

W końcu nastał ten dzień, że otrzymałam telefon z sanepidu. Wynik: ujemny. Poczułam wielką radość!

Zanim otrzymałam dobre wieści, zaczęłam czytać w Internecie na temat kwarantanny, jak ona wygląda, ile trwa i jak jest sprawdzana. Wcale mnie te informacje nie uspokoiły, a wręcz wpadłam w panikę, ponieważ okazało się, że niektórzy przez wiele miesięcy mają wynik pozytywny i cały ten czas siedzą w domu… Podobnych historii do mojej, że sanepid nie dzwoni i nie odbiera było mnóstwo!

Naszła mnie wtedy refleksja, że współczuję osobom z poważnymi objawami, którzy pozostawieni są sami sobie, ponieważ instytucja, która ma się nimi zająć, w ogóle się tym nie przejmuje.

Kończąc już tę historię, która ostatecznie nie była tragiczna w skutkach, chciałam dać jedną radę. Jeśli zdarzy się, że będziecie podejrzewali u siebie zakażenie, nie kontaktujcie się z lekarzem, który skieruje was do sanepidu, bo wtedy nie doczekacie się tego badania nigdy. Zgłoście się – tak jak ja – od razu do rejestracji punktu pobrań wymazu typu Walk- i Drive-Thru. Tam na podstawie waszych objawów zakwalifikują was na bezpłatne badanie. Gdybym wiedziała o tym wcześniej, nie zmarnowałabym wielu dni na czekanie, wiszenie na linii telefonicznej i stres. I pamiętajcie – dbajcie o siebie i o innych, byśmy wszyscy znów mogli cieszyć się „normalnym” funkcjonowaniem.